Wielogłosowe kino nieme ...

Na to, co dziś uznajemy za zwyczajne, widzowie będą musieli jeszcze poczekać dekady. Bo film nie stał się od razu. Najpierw było lustro, które można porównać do archaicznego mechanizmu podwajającego, potem camera obscura, praksinoskop i laterna magica czy fantaskop (Fantasmagorie XVIII-wieczna). Ale żadne z tych urządzeń nie przybliżyło nas do technicznego uzyskania wrażenia ruchu. Trzeba było poczekać na taśmę celuloidową, by na ekranie zobaczyć odbicie ruchu.
Pierwsze filmy nieme nie były czarno-białe, jak nam się wydawało. Były kolorowane ręcznie, klatka po klatce, pod lupą, każda kopia. Zrekompensowanie widzowi zdecydowanie nieopłacalnego kolorowania przy taśmach dłuższych niż kilkanaście metrów, odbyło się dzięki użyciu w poszczególnych sekwencjach filmu kolorów, np. niebieskiego, gdy akcja działa się w nocy.

A co czynić, by widz wiedział, że bohater śni lub o czymś myśli, że akcja przenosi się w inne miejsce lub czas? Zastosowano tzw. ściemnianie obrazu i przenikanie. A tajemnica szybkiego poruszania się bohaterów, pojazdów i zwierząt? Pierwsze filmy kręcono i odtwarzano z prędkością około 16 klatek na sekundę, ale po wprowadzeniu dźwięku zaczęto używać nowej prędkości… Tak czy inaczej, to pierwsze kino było ubogie: brak ścieżki dźwiękowej, taper z pianinem zagłuszający projektor, nienaturalnie wyrazista mimika i gesty aktorów pozbawionych możliwości prowadzenia dialogu, intertitules (napisy) z drobinkami dialogu i treścią sceny. Inny też był cały techniczno-kulturowo-społeczny kontekst kina.

Najpierw królował “krótki metraż”, więc zamożni właściciele kinoteatrów wprowadzili coś w rodzaju późniejszego “supportu”, wypełniając czas przed projekcją programem rozrywkowym (komicy, tancerki hinduskie, orkiestry, soliści a nawet jazzbandy, gdy jazz zawojował świat itd.). Kino było rozrywką popularną, peryferyjną, walczyło o widza, wychodząc naprzeciw jego oczekiwaniom. Ale widz wymagał od kin rzetelności a nie rozstrojonych harmonijek i fałszu, co się zdarzało, niestety.

Ten równoległy “głos” nie był jedynym w kinie. Pierwszym pokazom towarzyszyli objaśniacze sensu scen i deklamatorzy. W Japonii tzw. benshi (narratorzy filmowi) byli tak popularni i cenieni, że opóźniło to udźwiękowieni filmów w "Kraju Kwitnącej Wiśni".
Kino nieme próbowało zdobyć widza obytego w kulturze wysokiej, zatrudniając - wydawałoby się - supermoce, czyli aktorów teatralnych. Wypadli fatalnie z załamywanymi rękoma, wywróconymi oczami i nadętymi minami, jak pisał Jerzy Płażewski.

Po I wojnie światowej kino przemówiło impresjonizmem, ekspresjonizmem, nadrealizmem i awangardą (Kobieta znikąd, Upadek rodziny Usherów, Pies andaluzyjski, Gabinet doktora Caligari, Nosferatu czy agitki z radzieckiej Rosji). Kino “narodowe” w sensie geograficznym także miało swoje preferencje formalne: Skandynawowie kochali mroźne plenery, zimową pustkę i torfowiska oraz brutalne prawa życia, Niemcy - kino grozy i realizm… Powstały też genialne obrazy, jak Iwan Groźny, Pancernik Potiomkin Eisensteina czy Matka Pudowkina. 
Do kina dołączył niemal od samego początku głos kobiet, tworzących kino z ciekawości, fascynacji techniką a nawet dla ewangelizacyjnej misji. A kobiety wampy czy pierwsze naiwne kina niemego? Jedne okazały się zdolne zaistnieć w filmie dźwiękowym (Gloria Swanson, Marlena Dietrich), inne, jak Pola Negri przegrały z powodu akcentu i niskiego głosu... 
Gagi, tricki, montaż, cięcia, strzał oddany w kierunku widowni w filmie Napad na ekspres, to wszystko złoży się kino dobrze nam znane.
Bo na film złożyło się wszystko, cała wcześniejsza kultura: jaskinia Platona, teatr cieni na wyspie Jawa, japoński teatr kabuku i no a nawet średniowieczne katedry, które dzięki wyświetlaniu na ścianach kościoła witraży były masowym medium korzystającym z zasady camera obscura…

A ową "ciemną komnatę" wynalazł Al-Hazen w 1030 r. przed naszą erą. 

JWP

 

Powrót do Wydarzenia 2026