Dwa Plus Jeden = Przebój
Historia zespołu Dwa Plus Jeden nierozerwalnie wiąże się z osobą Janusza Kruka (1946 – 1992), absolwenta średniej szkoły muzycznej w klasie kontrabasu, gitarzysty, pianisty, wokalisty, kompozytora i aranżera, instruktora zespołów amatorskich. Przez pewien czas grał w grupie Pesymiści. W połowie lat sześćdziesiątych, wraz z bratem Jerzym i kilkoma innymi muzykami, postanowił on założyć zespół bigbitowy, który pierwotnie miał nazywać się Luksemburczycy, bo działali przy Zakładach Lamp Radiowych im. Róży Luksemburg, ale tak naprawdę nawiązywali do popularnej, niezwykle wówczas wśród młodzieży, rozgłośni radiowej.
Ponieważ ta nazwa nie spodobała się decydentom, grupę nazwano Warszawskimi Kurantami, które wykonywały utwory The Beatles, The Animals, The Rolling Stones, a także własne kompozycje, kilka z nich udało się nagrać dla radia. Działała ona w latach 1965 – 1969, a skład zespołu zmieniał się dość często. Wtedy majątek Janusza Kruka stanowiły: niedroga gitara, magnetofon szpulowy i bordowa, haftowana bluza. W tym czasie poznał on Elżbietę Dmoch, która uczyła się w średniej szkole muzycznej w klasie fletu, potrafiła też śpiewać. Zakochali się w sobie, Kruk zakończył poprzednie małżeństwo. Ich związek, Marek Dutkiewicz porównuje do gotowego scenariusza brazylijskiej telenoweli. „Z nędzy do pieniędzy i z powrotem. Rozwody i pojednania. Złe decyzje życiowe, dramaty małe i gigaburze, sukcesy i klęski. Huśtawka.” Iście toksyczny związek. Problemem był też imprezowy charakter Janusza i jego zamiłowanie do wszelakich używek, co w przyszłości katastrofalnie zrujnowało jego organizm. Warszawskie Kuranty zakończyły działalność w 1969 roku, a podjęta przez Kruka próba ich reaktywacji, nie powiodła się.
Przy okazji współpracy z Katarzyną Gartner nad śpiewogrą „Janosik, czyli na szkle malowane”, poznali Andrzeja Rybińskiego i w 1971r. we trójkę podjęli decyzję o założeniu nowego zespołu, który pierwotnie miał nazywać się Smak Miodu, ale ostatecznie stanęło na Dwa plus Jeden.
Ich utwory zaczęły być coraz bardziej popularne, dość szybko weszli do studia, by nagrać debiutancką płytę „Nowy wspaniały świat”, która okazała się wielkim sukcesem, a wiele pochodzących z niej utworów stało się hitami. Rozpoczęła się spektakularna kariera zespołu, już podczas nagrywania płyty, A. Rybińskiego zastąpił Andrzej Krzysztofik. Koncerty, festiwale, popularność spowodowała to, że niebawem na rynku pojawia się następny longplay „Wyspa dzieci”. Bogatsze aranżacje powodują, że trzyosobowy skład zostaje powiększony o dodatkowych muzyków. I ta płyta zawiera kilka przebojowych utworów i nieźle radzi sobie na listach przebojów, jednak Janusza Kruka pociągają większe i ambitniejsze formy. I tak narodzi się, poświęcona Zbigniewowi Cybulskiemu suita „Aktor”, na której pojawiają się solowe popisy skrzypka Adama Pilawy, saksofonisty Cezarego Szlązaka (zastąpił Krzysztofika) i basisty Andrzeja Pawlaka. Mimo pochlebnych recenzji, ta płyta sprzedawała się słabo i na następnej „Teatr na drodze” zespół powrócił do krótszych form, chociaż i tu pojawiły się, obok prostych, melodyjnych piosenek, utwory bardziej wyrafinowane, nagrane z gościnnym udziałem Cz. Niemena i Z. Hołdysa.
Na fali mody na muzyką irlandzką, Dwa plus Jeden nagrywają ”Irlandzkiego Tancerza”. Kolejne płyty - „Bez limitu”, „Antidotum”, „Video” zdradzają coraz większy wpływ muzyki dyskotekowej, która na przełomie lat 70/80 cieszyła się coraz większą popularnością, znacząco też na tych płytach można zauważyć dominację instrumentów klawiszowych – syntezatorów nad akustycznymi. Był to jednak ogólny trent, nawiązujący do stylu new wave.
Zespołowi, któremu jak wielu polskim wykonawcom marzyła się kariera na Zachodzie, udało się podpisać kontrakt z wytwórnią płytową z RFN-u i jako Zwei Plus Eins nagrywali, koncertowali i występowali w niemieckiej telewizji. Choć zarabiali dobrze, to jednak nie pozwalano zespołowi grać kompozycji Janusza, mieli być tylko odtwórcami piosenek, stworzonych przez niemieckich kompozytorów, niestety często tandetnych.
Śmierć J. Kruka (1992 r.) w zasadzie była końcem grupy, próby dalszego jej funkcjonowania pod kierownictwem Cezarego Szlązaka nie powiodła się, głównie z powodu załamania i psychicznego kryzysu Elżbiety Dmoch na skutek śmierci ukochanego, mimo że już jakiś czas był on związany z inną kobietą.
I tak, bez happy endu kończy się ta historia.
Sławomir Rodak
Powrót do Wydarzenia 2026 II półrocze